Niech nie zmyli Cię moje szaleństwo na Instastories! Mnie też dopada smutek, spadek nastroju albo po prostu wkurzanie! Jest wiele rodzajów emocji, z którymi nie czuje się komfortowo i o ile nie wynikają one z jakiś głębszych problemów, to jest kilka sposobów, które mi pomagają.
W czym tkwi problem?
Zawsze staram się na początku przeanalizować w czym tkwi problem mojego obniżonego nastroju. Tej rzeczy nauczyłam się na psychoterapii i w moim przypadku jest ona kluczowa, jeśli chodzi o dalsze poprawianie sobie nastroju. Był okres, że długo ignorowałam mój trwający za długo kiepski nastrój, dlatego chciałabym podkreślić, że to są sposoby na chwilowy kiepski humor. Jednak wracając do szukania problemu, analizuję, co mogło być przyczyną tego, że jest mi smutno albo jestem zmęczona, albo po prostu osowiała. U mnie często stres objawia się bólem brzucha, albo trudnością w oddychaniu, więc czasem muszę zamknąć oczy i sprawdzić, czy to faktycznie ze względu na sytuację, czy, brutalnie mówiąc, może po prostu powinnam iść do łazienki… Gdy już ogarnę, z czego wynika mój nastrój mam kilka sposobów na zajęcie się sobą!
Gdy jest mi smutno
Prawda jest taka, że jak jest mi smutno to zwykle staram się znaleźć towarzystwo. Czy to męża, czy przyjaciółki, a jeśli zdarzy mi się wyjechać to po prostu osoby, do której czuję zaufanie. W pierwszej fazie potrzebuję się przytulić, czasem wygadać, a nawet wypłakać. Czasem tego wszystkiego zbierze się tak dużo, że trzeba wyrzucić z siebie te emocje. Gdy jest mi smutno stanowczo nie pomagają filmy, które teoretycznie mają powiedzieć mi, że będzie dobrze. Szczerze mówiąc, one sprawiają, że płaczę jeszcze bardziej. Jeśli już film, to dopiero po dawce miziania, przytulania i wygadania się, no i raczej z kategorii komediowej. Gdy smutek jest naprawdę wielki potrzebuje dodatkowego bodźca jojania. Tu zazwyczaj z pomocą przychodzą babskie grupy wsparcia. Jednak gdzie taką znalazłam, zachowam dla siebie. Cenię sobie to miejsce. Dziewczyny naprawdę potrafią poprawić humor!

Gdy jestem zła
„Nie rób tak, bo powiem mamie!” – kultowy tekst, nie? Uwierz, ale w moim przypadku, gdy jestem zła to zazwyczaj dzwonię do mamy! Serio! Mama wyjaśni, pocieszy jak trzeba, opierdoli jeśli coś spierdzieliłam, podpowie rozwiązanie. Oczywiście, jak jestem zła na mamę to dzwonię do męża, hehe, ale „the point is” – mam osobę, która wiem, że uspokoi mój wybuchowy nastrój. Jeśli nie mam możliwości zadzwonienia do kogoś, a szybko muszę się pozbyć złych emocji, mam dwa sposoby.
- Wyobrażam sobie, że krzyczę. Bardzo, bardzo głośno. Co śmieszne, w momencie w którym krzyczę w swojej głowie wstrzymuję powietrze, na co na początku nie zwróciłam uwagi. Trochę się przy tym męczę, ale dzięki temu chyba to pomaga.
- Wyobrażam sobie, że mam w ręku kredkę i z całej siły maluję nią po kartce. Tu też zauważyłam, że mocno zaciskam mięśnie ręki, jakbym faktycznie rysowała.
Złość to mega złożona emocja. Ja, najprościej mówiąc, potrzebuję jej przekierowania na inny tor, wyrzucenia jej z siebie, ale tak, żeby nikt na tym nie ucierpiał. Marzy mi się worek treningowy w który mogłabym uderzać, ale niestety nie mam na to miejsca. Czasem to będzie spacer. A czasem po prostu powiedzienie co czuję czy zwrócenie uwagi. Przykład? Niesamowicie wkurza mnie, jak ktoś jara na przystanku. Doprowadza mnie do do szału. Zamiast tłumić te emocje okazało się, że samo zwrócenie uwagi sprawia, że już nie jestem zła. Oczywiście nie w sposób „ej, kurła, ty złamasie, przystanek nie jest od jarania!” tylko „przepraszam, na przystanku jest zakaz palenia”. Mnie generalnie mocno wkurzają durne zachowania ludzi, ale o tym będę jeszcze pisać, bo dzięki ankiecie na Instagramie mam porządny materiał na to.
W każdym razie myślę, że w przypadku złości trzeba znaleźć sposób, dzięki któremu jakoś się jej pozbędziemy. Ja zwykle sprzątam albo gotuję. Potrzebuje się po prostu czymś zająć, siedzenie na dupie totalnie nie pomaga. Czasem wychodzę z domu na spacer albo zrobić zakupu domowe.
A czasem okazuje się, że jestem zła bo po prostu jestem głodna… To, kiedy wkurzam się o naprawdę głupie rzeczy, jest sygnałem „stara, ty weź po prostu coś zjedz”.
Gdy jestem zmęczona
I tutaj magiczne słowo – to zależy. Bo mogę być zmęczona, bo nie spałam. Zmęczona po płaczu. Zmęczona po złości. Zmęczona, bo za dużo przebywałam z ludźmi. Serio. Lubię rozmowy, ostatnio bardzo lubię wychodzić ze znajomymi, ale przebywanie w miejscach, gdzie jest dużo ludzi, bardzo mnie męczy. Kluczem tutaj jest znalezienie powodu zmęczenia i odpowiednia regeneracja.
Po smutku zazwyczaj będzie to kąpiel, rozmowa albo serial. Czasem najlepszy jest po prostu sen. Po fazie działania w złości też przychodzi faza zmęczenia i w sumie tu nie tyle pomaga mi kąpiel, co prysznic. To trochę śmieszne, ale w tym przypadku potrzebuje jakby zmyć z siebie to wszystko.
A zmęczenie od przebywają z dużą ilością ludzi albo w tłocznych miejscach? Najlepiej na mnie działa odcięcie się. Potrzebuje siedzieć we własnym kącie, bez przeszkadzania. Zajmuje się wtedy rysowaniem albo robieniem na drutach. Idę na spacer, a jeśli jest ciepło, to zabieram ze sobą prowiant. Mój mózg potrzebuje wtedy po prostu resetu.

Zapobieganie
W moim przypadku zrozumienie mechanizmów, które przyprawiają mnie w jakiś nastrój było kluczowe. Pomogło mi zapobiegać pewnym stanom.
Jeśli zaczynam odczuwać smutek i nie jest to od razu głęboka faza to zwykle, z racji tego, że mam męża, mówię mu „jest mi smutno”. On wtedy zwykle zaczyna mnie jojać i poprawia nastrój. Pomaga też muzyka i robienie rzeczy, które lubię, czyli rysowanie, robienia na drutach etc.
Nie lubisz z kimś przebywać? Pomyśl, czy musisz. Czy trzeba spotykać się z osobami, których nie lubisz? Jeśli tak, to znajdź sposób, żeby trochę się od nich odciąć. Zajmij się rozmową z kimś innym, powiedz, że nie masz nastroju na rozmowę, usiądź gdzieś dalej. Ja czasem sobie wyobrażam, że dzieli nas ściana. Serio. To czasem pomaga!
Jeśli denerwuje Cię czyjeś zachowanie spróbuj o tym powiedzieć, ale nie chamsko. Wygoogluj sobie „komunikat ja”.
No i jedz regularnie. Serio. Sądzę, że w moim przypadku to uratowało wiele istnień.
Wiedząc, że męczą mnie miejsca z dużą ilością ludzi mam dwie opcje:
- zakładam słuchawki i odcinam się,
- godzę się z tym, bo to spotkanie z człowiekiem/ludźmi i nie mam jak się odciąć.
No nie zawsze jest tak pięknie. W komunikacji miejskiej zwykle zakładam słuchawki, żeby się odciąć. Jeśli jadę z kimś to rozmowa z drugą osobą działa tak samo jak muzyka w uszach. Jednak wiedząc, że nie mam takiej możliwości, bo to spotkanie towarzyskie, zazwyczaj wiem, że będzie odczuwać mocny spadek energii przez resztę dnia, albo dopiero nazajutrz. Wtedy nie biczuję się, że nie mam na coś ochoty, albo coś mi nie idzie. Zamiast odpisywania na maila, co jest wtedy męczarnią, robię zdjęcia na zapas. Jeśli mam możliwość to idę na spacer. Po prostu staram się to tak zorganizować, żeby czynności nie wymagały ode mnie myślenia.

No i tyle!
W zasadzie u mnie kluczowe było to, żeby sprawdzać z czego wynikają różne emocje. Od razu mówię, to nie zawsze działa. Czasem po prostu jestem tak wkręcona w złość czy smutek, że zanim ogarnę, co powinnam zrobić to albo kłótnia poszła za daleko, albo uważam, że cały świat jest przeciwko mnie i płaczę, że nikt mnie nie kocha, albo uważam, że pomimo zmęczenia powinnam cisnąć, bo nic nie osiągnę. Kurcze, każdemu to się zdarza! Jednak może warto spisać sobie, co Tobie pomaga w różnych sytuacjach. Podetknąć później taką kartę rodzicom, przyjaciółce czy partnerowi, żeby wiedział co z nami robić. A jeśli totalnie nie wiecie co zrobić, to ja zachęcam do wizyty u psychologa. U mnie to naprawdę pomogło. Nawet jeśli coś poszło nie tak to wspólnie z Marleną analizowałam sytuację, żeby wiedzieć jak zareagować na przyszłość.
A jakie są Wasze sposoby na różne nastroje? Chętnie się dowiem!

Moim sposobem na uwolnienie się z pewnych schematów było przebaczenie obojgu rodzicom. Za wszystko. Twarzą w twarz kazdemu z osobna – że nie było ich kiedy trzeba, że nie wiedzieli wszystkiego. Pozdrawiam.
Czasem okazuje się, że właśnie pewne rzeczy siedzą w nas głeboko… Dziękuję za ten komentarz!
Ostatnio ukochałam kubek kakao. Prawdziwego, z mlekiem, nawet nie muszę niczym dosładzać. Pomaga na różne rzeczy, ale głównie na gorszy humor.
Ze złością jako dziecko radziłam sobie tak, że gryzłam poduszki. Zaciśnięcie szczęk pomagało mi tak, jak Tobie myk z udawaną kredką. Teraz częściej przymykam oczy i powoli, głęboko oddycham.
Poza tym zdecydowanie należy komunikować swoje uczucia. Nie uczą nas tego w szkole, a to taka ważna umiejetność…
Bardzo fajny wpis 🙂
Komunikowanie uczuć to uwalniająca, ale trudna rzecz. Myślę, że to coś, czego człowiek uczy się cały czas.