Kochajmy się nie tylko w walentynki!

Wszędzie wokół serduszka, wszelkie odcienie czerwieni, różu. Dla jednych to wspaniały okres, a dla innych męczarnia. Jedno, co chciałabym powiedzieć w kontekście nadchodzącego dnia zakochanych to…

Kochajmy się nie tylko w walentynki!

I nie chodzi mi o sex…

Nie chodzi o to, że walentynki są złe

Uważam, że to naprawdę fajne święto. W ogóle lubię różnego rodzaju okazje do świętowania różnych rzeczy. Dzień świętego Patryka, dzień sprzątania biurka czy dzień bez przekleństw – to fajne okazje, żeby zrobić coś innego, w tym spróbować zielonego piwa (tak, dobrze kombinujesz, inne święta które wymieniłam to też coś nowego albo niestandardowego dla mnie, hehe). To też możliwość do spotkania się z innymi, na przykład w dniu pizzy czy ostrych potraw.

Możliwości jest wiele! Jednak są rzeczy o których powinniśmy pamiętać nie tylko od święta. Na przykład o miłość. Walentynki nie powinny być jedynym dniem, kiedy nagle kochamy się, spijamy sobie z dzióbków i jesteśmy dla siebie mili. Znaczy wiesz, jeśli Ci to odpowiada to spoko, nie mam nic do tego, jednak niektórym to nie wystarczy. I właśnie dla tych, którzy czują niedosyt jednodniowego święta miłości, jest mój wpis! Ale też i dla tych, którzy szukają pomysłów jak kochać się nie tylko w walentynki.

Wasze małe święta

Tak jak już wspominałam, ja lubię różnego rodzaju święta. W miłości lubię też świętować nasze małe wspólne okazje. Nie chodzi mi o jakąś wielką pompę, ale nawet o zrobienie małej symbolicznej rzeczy w związku z tym dniem. To może być wspólny posiłek, rocznicowe kakao czy wieczór przy planszówkach. Uczciwie powiem, że przez pierwsze wspólne lata zdarzało nam się zapomnieć o rocznicy. Serio! Chociaż raz zapomniałam też o urodzinach jeszcze wtedy narzeczonego… Uśmiał się, a ja płakałam. W każdym razie z tych udanych rzeczy to na rocznicę zaręczyn zrobiłam nam pamiątkowe bransoletki. Po ślubie obchodziliśmy też miesięcznice, które polegały na tym, że chodziliśmy na…

Randki

Mieliśmy jedną knajpę do której wpadaliśmy na kolację. Ubieraliśmy się ładnie i jechaliśmy świętować to, że przerwaliśmy razem kolejny miesiąc! Cała magia polegała właśnie na tym szykowaniu się!  Ogarnianie włosów, makijaż, paznokcie… Nutka wyjątkowych perfum na specjalne okazje. A potem wspólne wyjście.  To nie musi być wyjątkowa knajpa, grunt, żeby czuć się ze sobą dobrze i cieszyć się wyjściem. Magię tworzymy my, a nie miejsce.

W zdrowiu i chorobie

Miłość kryje się też w małych rzeczach. Gdy jestem chora szczególnie czuję ją, gdy mąż przynosi mi chorobową zupę od pobliskiego chińczyka, dba o to żebym wzięła leki i całuje mnie w czoło. Gdy on jest choroby ja dbam o to, żeby wyspał się, gdy tego potrzebuje. Wychodzę do sklepu sama. Robię mu herbatki i inne obrzydliwe rzeczy do picia. Pomyślałaś kiedyś, że to miłość? Cóż, tak. Ona kryje się w takich drobnych rzeczach i gestach.

“Kiedy jedno spada w dół”

W życiu nie zawsze jest kolorowo. I takie wspieranie się w trudnych chwilach jest niezwykle ważne. I ok, czasem potrzebuje się wtedy spokoju i trzeba to uszanować, ale ja należę do osób, które zwykle potrzebują solidnej dawki jojania. Pamiętam okres, kiedy było naprawdę kiepsko. Miałam totalnego doła, płakałam i spałam. I tą cudowną miłość czułam w takim geście jakim było to, że mój mąż mnie budził po pracy na jedzenie, które przygotował. To wsparcie w trudnych chwilach jest niesamowicie ważną rzeczą. Można powiedzieć, że w związku jesteście drużyną składająca się z dwóch zawodników. I żeby ta gra się toczyła to musicie się nawzajem dopingować, a nie piłować na siebie ryje, że ktoś coś zepsuł i nie daje rady. A jeśli już się to zdarzy, to kurcze, trudno. Trzeba iść dalej. Trzeba wyciągnąć rękę i pociągnąć tego drugiego zawodnika, żeby wygrać to życie razem. To trudne, ja wiem. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

Języki miłości

W ogóle niezwykle odkrywcze było dla mnie poznanie języków miłości. Według Gary’ego Chapmana jest ich pięć:

  • słowa
  • czas
  • prezenty
  • czyny
  • dotyk

I uwaga uwaga, każdy z nas mówimy innym językiem! Języki miłości poznałam dzięki mojej wspaniałej psycholożce Marlenie Chodkowskiej i ona świetnie wyjaśniła mi jak to działa, a teraz ja spróbuję wyjaśnić Wam.

Są ludzie, którzy żeby czuć się kochani potrzebują prezentów. I w sumie to nic złego, po prostu ten język miłości najbardziej do nich przemawia. Czasem mogą pojawić się kłótnie:

  • Bo ty nie mówisz że mnie kochasz!
  • Kochanie, ale przecież zrobiłem deser i obiad, żebyś miała ciepły jak tylko wrócisz z pracy.

No i dobra, jaki tu jest problem? Taki, że dla kobiety w tym dialogu główny językiem miłości są SŁOWA, natomiast mężczyzna posługuje się językiem CZYNÓW. I dobra, zaraz pojawi się myśl “łaski nie robi, że ten obiad ugotował”. Jednak warto wtedy pomyśleć, albo nawet porozmawiać o tym, jakie są nasze języki miłości. Ja kiedyś myślałam, że potrzebuję dostawać kwiaty. Jednak gdy z Marleną zastanawiałam się co wolę – pyszny obiad ugotowany przez męża (CZYN) czy róże (PREZENT) to stanowczo bardziej wolę przepyszne krewetki jakie gotuje Bartek, a później wspólnie spędzony CZAS przy ich jedzeniu. To w ogóle świetne ćwiczenie, które poznałam dzięki Marlenie. Zastanówcie się oddzielnie z partnerem jak klasyfikują się u Was języki miłości, co jest ważniejsze od czegoś, a potem to porównajcie wasze listy. Możecie powiesić je w jakimś miejscu tak, żeby pamiętać o tym jakie języki są dla Was ważniejsze. Pomoże to komplementować partnera w odpowiedniej sytuacji, a czasem zapobiegnie frustracjom. My chyba znów musimy zrobić takie ćwiczenie dla przypomnienia. I pamiętaj, to nie jest źle, że na pierwszym miejscu będą dla Ciebie czyny czy prezenty. Tak odbierasz miłość i tyle. Nie ma tak, że wszystkie kobiety mówią tymi samymi językami, a mężczyźni innymi. To indywidualna kwestia.

Myślę, że taka rozmowa o tym, jakimi językami miłości się posługujemy może rozwiązać wiele konfliktów i wprowadzić wiele zrozumienia. Jeśli chcecie bardziej zgłębić temat to warto zajrzeć do książki Gary’ego Chapmana “5 języków miłości”.

Kochaj siebie!

Nie trzeba walentynek spędzać z ukochaną osobą. Znaczy możesz, bo kochać siebie można, a nawet trzeba. Zrób coś dla siebie! I nie tylko w walentynki! Jeśli wcześniej niekoniecznie dbałaś o siebie (znaczy nie chodzi mi o mycie pach, nie, tylko o takie dbanie BARDZIEJ). Idź do ulubionej knajpy albo zamów ulubione jedzenie do domu. Pomaluj paznokcie. Zrób cokolwiek na co masz ochotę! Dla siebie!

Jak przedłużyć walentynki?

Lubię robić prezenty od serca i zrobione z miłością. A takie, które sprawiają, że walentynki trwają dłużej są jeszcze lepsze! Dlatego koniecznie zajrzyjcie do Panny Loli, która przygotowała walentynkowe bony podarunkowe dla drugiej połówki. Są słodkie jak walentynkowe pączusie z Biedronki i śmieszne jak filmiki z kotami. Ale przede wszystkim – jest tam dużo bonów, które pozwalają spędzić nam wspólnie wartościowy czas. Bonów jest dużo, starczy dłużej niż na walentynkowy wieczór. A Wy zadbacie o miłość.

0 0 głosy
Ocena artykułu
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 Komentarze
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
0
Chętnie poznam Twoje przemyślenia, skomentuj.x